Epilog.

To byl mroźny grudniowy wieczór. Wiatr dął unosząc przy tym sypki śnieg, który niemal wszedzie tworzył zaspy. Latarnie uliczne rozswietlaly spokojną uliczkę, która dzięki świątecznym świecidełkom nabierała głęboko romantycznego wyrazu. Przez waska scieżkę spieszyly cztery osoby. Były różnej wielkosci, jednak tak samo obatulone az po czubki uszów. Tuż przed wejsciem otupali buty z nadmiaru sniegu i ktos nacisnął na dzwonek. Wewnatrz rozległ sie brzęczący dzwiek a po chwili drzwi sie otworzyly i staneła w nich uśmiechnieta kobieta, która zaprosiła ich do srodka. Była juz po pięćdziesiątce, jej twarz pokrywaly juz liczne zmarszczki a czarne wlosy zdobiła siwizna. Na jej ustach od razu wystąpił czuły uśmiech, gdy slyszala smiech swoich wnuczek i przyglądała sie swojej córce, ktora zdecydowanie była szczesliwa w swoim małzeństwie.
Poprowadziła ich do salonu, gdzie znajdowaly sie juz trzy osoby.
Wszystkie w podobnym wieku, choć najstarszy wydawał sie być męzczyzna, ktorego lysiejaca juz czaszka calkiem pokryta byla biela. To wlasnie do niego podbiegły dwie roześmiane bliźniaczki i pospiesznie usadowiły sie mu na kolanach.
- Dziadku opowiedz nam, opowiedz!
- Dziewczynki, zostawcie dziadka dzisiaj. – skarciła corki mloda kobieta o duzych orzechowych oczach i krotkich, ciemnych wlosach.
- Lily, daj spokoj. – mrukneła starsza kobieta i właśnie otwierała usta, by cos dodac, gdy rozległ sie ponowny dzwonek do drzwi. Pospiesznie pobiegła w strone ganeczku i czym predzej otworzyła. Na progu stała para, ktorej lata i doswiadczenie zyciowe rowniez nie oszczedzilo zmarszczek i siwiznt. Ona, z wlosami spietymi w kok i szelmowskimk blyskami w oczach i on, wpatrujacy sie w nia z nieslabnacym od lat zachwytem.
- Roxy, twoje zaskoczenie nas obraża. Naprawde myślałas, ze opuscimy urodziny Prezesa? Ten stary piernik wsadziłby mi ta swoja laske nie powiem gdzie,gdybysmy nie przyszli.
Roxanne tylko usmiechneła sie czule i poprowadziła gosci do salonu, gdzie przez najblizsze pół godziny niw bylo konca zyczeniom i usciskom.
W koncu, gdy juz zostaly zdmuchniete swieczki a tort pokrojony, blizniaczki powrocily do swojej wczesniejszej prośby.
- Dziadku, opowiesz nam?
James rozsiadł sie wiec wygodnie w swoim bujanym fotelu i zaczał opowiadac. Opowiadał po raz kolejny jak kilkoro zwyklych ludzi zbudowało osade, jak w czasie wyczlowieczenia stali sie rodzina i jak w koncu wspolnymi silami pokonali tyrana. Oczywiscie wszystko w wersji odpowiedniej dla zaledwie osmioletnich dziewczynek.
Gdy skonczył zamyslil sie na dluzsza chwile. Myslami bladzil wokol tych, ktorzy rozjechali sie po calym swiecie. Filip z Jasmine przeniesli sie do Europy, Mischelle wyjechala na drugi koniec kraju i sluch o niej zaginał. Byl jeszcze Simon,jednak…
- A właśnie – odezwala sie nagle rudowlosa kobieta i zaczela szperac w swojek torebce. Po chwili wyciagnela z niej list i podala go siostrze. – Listonosz znow pomylil adresy.
Roxanne siegnela po przesylke i powoli otworzyla koperte. Wyciagneła zapisana kartke papieru i zaczela czytac na glos.

Droga Roxanne!
Na wstępie uprzedź Mlodego, ze to zadne milosne bazgroły. Niech nie bedzie zazdrosny, nie chce miec go na sumieniu,jak dostanie zawału.
A teraz konkrety. Dziękuję Ci za twoje rady. Skorzystałem i wlaśnie plywam sobie po oceanie z moja cudowna Beatrice. Tak, dobrze czytasz. Ja, stary , siedemdziesiatletni cap, zakochalem sie. ( jesli ktokolwiek sie teraz smieje, bo sadze ze czytasz na głos, to uprdzedzam,ze kurwa przyjade i was naucze szacunku do wyzszych uczuc.) I choc pewnie niebawem pieklo mnie pochlonie, bo na niebo to bym nie liczyl, to jestem szczesliwy, mogac ostatnie dni spedzic,kochajac na nowo.
Simon.
PS: Pozdrow moja chrzesnice i jej corki. Meza ostatecznie tez choc jakos nigdy mi sie nie podobal.

Roxanne odlozyła list a po jej ustach bladził subtelny usmiech.
A wiec i Simon odzyskal spokoj ducha. Wciaz pamietala jal opowiadal jej swoja historie, jak bardzo cierpial. Teraz w koncu ma szanse na szczescie.
- Byliscie na wyborach? – odezwal sie niespodziewanie James.
Wszyscu zebrani pokiwali zgodnie glowami. Przeciez nie mogli nie pojsc. To byly pierwsze demokratyczne wybory. Po smierci Wyatta Browna jeszcze dlugo toczyly sie boje o wladze i drobne wojny domowe. Teraz w koncu wylaniala sie realna nadzieja na lepsze jutro. Stabilne i bezpieczne. A to wszystko za sprawa garstki osob, z osady, zwanej Azylem Stracencow.
….
Boze przepraszam! Naprawde wybaczcie mi za ten epilog. Ja sie w ogole zastanawialam czy nie zrezygnowac,bo kompletnie nie mialam na niego pomyslow. A teraz jeszcze jestem zasmarkna i z bolacym gardlem…wiec nic lepszego nie wyczaruje .  Co do nowego opowiadania, to raz jeszcze zostawiam wam link. www.swiatlocienn.blog.pl
Pierwszy rozdzial pojawi sie do konca tygodnia, ale nie wiem dokladnie kiedy, bo najpierw musze sie odsmarkac. Serdecznie zapraszam i jeszcze raz przepraszam,
Vicky.

14 komentarzy


  1. Piękny epilog. Inny niż się spodziewałam, ale pozytywnie mnie zaskoczył :)
    Roxanne i James pobrali się i założyli szczęśliwą rodzinkę. Mischelle zniknęła gdzieś. Simon pod koniec życia znalazł nową miłość. Filip i Jasmine wyjechali do Europy. Amy nic się nie zmieniła :)
    Przez cały czas czytania twojego opowiadania myślałam, że akcja dzieje się w Wielkiej Brytanii. Nie przypuszczałam, że będzie to Ameryka.
    Przepiękny koniec :)
    Smutno mi, że to już koniec Azylu Straceńców. To było naprawdę świetne opowiadanie z barwnymi postaciami, wypełnione akcją, śmiechem i smutkiem :)
    Na bank odwiedzę twojego nowego bloga.
    Nie wiem co dalej napisać, więc już zakończę pisanie tego komentarza. Mam nadzieję, że daje ci on taką samą radość jaką mi dawało czytanie twojego opowiadania :)
    Pozdrawiam
    Lauren

    Odpowiedz

  2. Boże, tak! Happy end Simonka było tym, czego potrzebowałam… Na przestrzeni lat nic, a nic się nie zmienił, co widać po charakterze listu, a i miłość znalazł!
    Opowiadanie było naprawde dobre, co uświadomiły mi łzy w oczach, które zawsze pojawiają się na koniec dobrej książki.
    Szkoda tylko Michele. Pamiętam jeszcze, jak z otwartymi rękoma zaprawszała Rox i Jo do Azylu, a teraz ani widu, ani słychu…
    Wszyscy są szczęśliwi :)
    Tylko co się stało z Jo i Gilbertem? Nie doczytałam czegoś?
    Tak, mówiąc, że w opowiadaniu następnym znajdę kolejnego Simonka, zachęciłaś mnie do tego jak do otwierania gwiazdkowego prezentu, więc czekam! :D
    Pozdrwiam, u mnie nowe pierdołki, no i do zobaczenia w nowym opowiadaniu /Big Elephant :)

    Odpowiedz

  3. Czyli jednak taki pełny happy end. Ogólnie za nim nie przepadam, ale u ciebie chyba im wszystkim takie zakończenie się należało. Każdy odnalazł swoje szczęście… No prawie, bo jedynie o Mischelle nie ma wieści.
    James i Roxi stworzyli fajną parę, a nawet dorobili się dziecka i wnucząt. Są świetną rodzinką i super, że utrzymują kontakt z pozostałymi, choć życie różnie pokierowało ich losami.
    Amy i Mike nie zmienili się wcale. Są uroczy. No i Simon odnalazł swoje szczęście – to też mnie cieszy. Odnalazł taką pogodę ducha i potrafił się na nowo zakochać.
    Dobrze, że świat się zmienił, choć droga do pełnej stabilizacji była zapewne ciężka i przelała jeszcze mnóstwo niewinnej krwi. Jednak wybory demokratyczne są pierwszym krokiem do normalności, więc dobrze, że wszyscy wzięli w nich udział.
    Nie masz, co narzekać, bo epilog wyszedł naprawdę fajnie.
    Co ja mogę więcej dodać? Chyba tylko tyle, że czekam niecierpliwie na pierwszy post na nowym blogu. Możesz być pewna, że tam też wpadnę.
    Pozdrawiam!

    Odpowiedz

  4. Świetny epilog :D
    Dobrze wiedzieć, że wszyscy żyją długo i szczęśliwie, a nawet Simon nie stracił nic ze swojego mocnego charakteru :D
    Rox jest szczęśliwa z Jamesem, jak widać facet nie raz był o nią zazdrosny i dobrze :D
    Jak fajnie.. taki spokój nastał i wszystko dobrze się skończyło.
    Dzięki za to opko:* za smutek i radość. Czasem byłam zła a czasami to się śmiałam jak szalona :D no i za dedyki :D :D
    Czekam już na następne, mam nadzieję długie i zakręcone :*
    Buzia :*

    Odpowiedz
  5. ~zanett.k

    Iiii jest Happy End :D
    Roxy i James – ślub..ulala.. :D
    Simon jest szczęśliwy :)
    Filip i Jasmine..no, no przeprowadzka do Europy, tego się nie spodziewałam :)
    Amy i Mike..wciąż tacy sami :)
    Bardzo mi się podobało te opowiadanie, już nie mogę doczekać się kolejnego :)
    Buźka :*

    Odpowiedz
  6. ~justynka29

    Wszystko dobre co dobrze się kończy. Szkoda ,że to koniec już Azylu Straceńców. Wciągnęłam się w tą historię chociaż nadal miło wspominam czarne królestwo. Jasmine i Filip wyjechali. James i Roxe wzięli ślub. Czyli happy end. Nawet dla Simona. Jednak wszyscy wiele przeszli i w pełni zasłużyli na takie zakończenie. Ciekawa jestem nowej historii. Dużo zdrowia życzę. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  7. Em

    Kochana Vicky,

    Jako, że jest to ostatni wpis na tym blogu to zasługuje na dłuższy komentarz. Więc: Twoje opowiadania maja to w sobie, że są szybkie przemyślane, a Ty sama jesteś osobą, która bez większego problemu przeskakuje od tematu do tematu. Nie tworzysz tasiemców, nie tworzysz też bylejakich opowiadań. Nie boisz się dosadnych słów i przede wszystkim masz bardzo lekki styl. Potrafisz wzruszyć, rozbawić zdenerwowac.

    Tym opowiadaniem pokazałaś, że „nadajesz się” nie tylko do fantastyki, ale możesz pisać też coś poważniejszego. Wspaniale opisałaś momenty, w których człowiek wyzbywa się człwieczeństwa. Opisałaś trudne wybory, które jakiekolwiek by nie były kończyły się dla kogoś tragicznie.
    Najważniejsze jednak, że pokazałaś, iż mimo trudnych chwil, mimo tego, że niejednokrotnie ludzie obdzierani są ze swojego jestestwa nie są w stanie pozbyć się zdolności do kochania i często miłością obdarzają ludzi, na których wcześniej nie zwracali uwagi.

    Wspaniały epilog, który ukazuje iż mimo tego, że zakończyła się wielka bitwa to nie od razu zapanował porządek, jednak koniec końców wszystko miało swój wspaniały finał zwany happy endem.

    Na chwilę obecną nie mogę obiecac, że będę czytała regularnie kolejne opowiadanie, które zaserwujesz swoim czytelnikom, wiedz jednak, że te dwa, które miałam okazję przeczytać były niesamowite i nie przestawaj pisać, bo jesteś w tym dobra. Jesteś osobą, która jest we właściwym miejscu, we właściwym czasie.

    Pozdrawiam
    Em – która jest pełna szacunku do Twojej osoby

    Odpowiedz
    1. Vicky

      Az nie wiem, co napisac. Bardzo Ci dziękuję za ten komentarz, jest mi niezmiernie miło, że Ci sie podobało i że mimo wielu bledow, które popełniam dobrnęłaś do konca;)

      Odpowiedz
  8. Federika

    Cudowny epilog. :) Bardzo dobrze, że go dodałaś. ;) Przepraszam w ogóle za nieobecność ale..kurde brak mi czasu na cokolwiek. ;) Wchodzę tylko na bloga, żeby trochę poczytać i albo komentuje od razu albo po jakimś czasie jak znajdę następna chwilę „wolną”. Nawet nie mam kiedy dodać wpis u siebie.. :(
    No ale wracając do epilogu..to jak wcześniej pisałam, cudny. :) Cieszę się, że wszystko zaczęło się układać osadnikom z Azylu i na reszcie zagościł u nich spokój. :) Do tego dochodzi jeszcze liczna rodzinka. :) Fajnie, że wszyscy trzymają się razem mimo wszystko. :) No i Simon – dobrze, że znalazł sobie nową miłość i nie skrywa w sobie złości, smutku, chęci zemsty. Ciekawa jestem, czy przestał być taki zgorzkniały.. :D
    Czekam na następne opowiadania. :) (prawdopodobnie nie będę czytać regularnie tylko z opóźnieniem jak zwykle, wybacz. :* )
    Pozdrawiam. :*

    Odpowiedz

  9. Oj nie spodziewałam się, że przeskoczysz aż o tyle lat do przodu :D
    Jak zwykle mnie zaskoczyłaś :)
    Spodziewałam się na koniec jeszcze jakiejś romantycznej sceny no ale wspólna starość i siwe włosy wskazują na to, że w uch życiu było jeszcze wiele romantycznych chwil ;) Więc czy mogłabym sobie to zakończenie wyobrazić lepiej? Chyba nie :D
    Trochę krótko i miałam nadzieję na więcej szczegółów z życia tych bohaterów no ale biorąc pod uwagę Twoją chorobę to jesteś wytłumaczona ;)
    Podsumowując:
    Bardzo podobało mi się Twoje opowiadanie i pomimo, że od października zacznie się kolejny rok akademicki (na szczęście ostatni) i moja systematyczność w czytaniu i prowadzeniu bloga będzie jeszcze bardziej zachwiana, mam jednak nadzieję, że co tydzień w weekend wpadnę zobaczyć co u Ciebie i napisać coś od siebie :)
    Nie przestawaj pisać, bo nie tylko, że idzie Ci to świetnie to ewidentnie widać, że jest to Twoją pasją. Rób to co lubisz dając przy okazji mi to co ja lubię – czyli czytać ;) .
    Pozdrawiam :* Pij dużo herbatki z cytryną i miodem i wracaj do zdrowia kochana! :*

    Odpowiedz

  10. Piękne zakończenie, bo Roxanne jest z Jamesem, Filip z Jasmine, a wszystkie rzeczy związane z Azylem, pozostały tylko wspomnieniem, złym, ale na szczęście to przeszłość :)
    Odetchnęłam z ulgą, naprawdę :)
    :*

    Odpowiedz

  11. Smutno mi że to już koniec, ale cieszę się z tak szczęśliwego zakończenia…Oni tyle przeszli że takie zakończenie im się należało. Roxi i James się pobrali i mają dzieci, wnuczęta, kurcze strasznie się cieszę że im się tak ułożyło i w sumie skończyło się jak w bajkach żyli długo i szczęśliwie :) Pięknie! No i Simon znalazł miłość to dobrze że pod koniec życia nie będzie sam… Amy i Mike wciąż tacy sami…Jejku to opowiadanie było wspaniałe i należą ci się duuuuuże brawa! Oczywiście proszę o info o nowym blogu i notkach na nim :D Buziaki :***

    Odpowiedz

  12. Nie lubię zaczynać czegoś i nie kończyć, dlatego ponieważ mam wolne do piątku, to postanowiłam nadrobić wszelkie zaległości i także twoje opowiadanie przeczytać do końca, a dopiero potem wziąć się za twoje nowe opowiadanie.
    Myślę, że jeszcze dziś uda mi się do ciebie dotrzeć ponownie i zacząć tam gdzie skończyłam.

    Pozdrawiam
    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    Odpowiedz

  13. Tak rozglądałem się po osobach które kiedyś komentowały mojego bloga, zdaje się że Ty jedyna ukończyłaś to co zaczęłaś. Wracam do pracy. Przeczytam też resztę Twojego pięknego opowiadania :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>